W pan.pot we Wrocławiu własną miskę buduje się od podstaw: wybiera się składniki, makaron, bulion i poziom ostrości, a całość przygotowywana jest na bazie malatangu inspirowanego chińskim hot potem. To dobry adres na szybki, konkretny posiłek, kiedy zwykłe zamówienie z menu nie wystarcza i chce się samemu zdecydować, co trafi do miski.
Do wyboru są buliony chińskie, syczuańskie, japońskie, koreańskie, tajskie i malezyjskie, między innymi Ma La, wołowy, kimchi, Creamy Tom Yum, malezyjski curry, Classic Tokyo oraz Golden Chengdu. Można dorzucić mięso, owoce morza, warzywa, tofu, tempeh, grzyby, makarony i pierożki, a po przygotowaniu doprawić danie sosami, ziołami, czosnkiem, imbirem albo orzeszkami.
Poza malatangiem lokal podaje Ma La Xiang Guo, kaczkę z makaronem, wontony z krewetkami i napoje Fritz. Są też liczne składniki roślinne oraz wegański bulion Classic Tokyo, więc da się skomponować miskę bez mięsa i nabiału. Ostrość można dopasować do siebie, choć warianty syczuańskie i Ma La potrafią być naprawdę intensywne.
Rozliczenie własnej kompozycji odbywa się według wagi, dlatego cena zależy od tego, jak hojnie zostanie wypełniona miska. Pan.pot ma również ogródek, a jego koncept wyrósł z chińskiej idei huoguo, czyli gotowania wybranych składników w gorącym, aromatycznym wywarze. Dla osób, które lubią wybierać po swojemu, to znacznie ciekawsze doświadczenie niż gotowe danie z jednym ustalonym zestawem dodatków.